Aorty, żyły, serca Pruszkowa. Wariacja na temat powieści Bartosza Szczygielskiego

Świeży powiew w polskim kryminale! Nareszcie!

Choć nazwanie Szczygielskiego polskim Marlowem zdaje się być komplementem wypowiedzianym zbyt szybko po przeczytaniu tej pozycji, to autorowi nie można odmówić oryginalnego stylu i zręcznego wykorzystania motywu pruszkowskiej mafii. Niezbyt oczywistego w końcu, biorąc pod uwagę, że pruszkowska mafia w swojej znanej formie już nie istnieje. Ciekawy jest też dobór dwóch głównych postaci – jak na kryminał przystało – mamy bezkompromisowego glinę, który jednak nie pochwali się spektakularną karierą, czyli Komisarza Gabriela Bysia oraz Kaśkę, co by nie mówić, nieoczywistą protagonistkę. By przed przeczytaniem móc poczuć klimat Aorty, spróbujmy najpierw zobaczyć świat Pruszkowa tak, jak mogłyby widzieć go epizodyczne postaci powieści.

Pani Halina, współpracownica Kaśki

Cisza nie jest normą na spotkaniach dwóch zmęczonych życiem kobiet, nawet jeśli łączy je głównie relacja zawodowa. Jednak Pani Halina nie potrafiła normalnie rozmawiać z Joanną. Każde jej pytanie czy opowieść kończyły się wulgarnym komentarzem ze strony podopiecznej.  I choć opiekunka ze względu na swoje dobre serce i anielską cierpliwość, jak sobie sama wmawiała, w zupełnej ostateczności używała emocjonalnego szantażu w formie przypomnienia staruszce, kto zmienia jej pieluchy, to jej praca na co dzień w domu starszej kobiety była udręką.

Gdyby tylko miała więcej odwagi, jak Kaśka, też by podsunęła starej butelkę wódy i wreszcie miała święty spokój. Pani Halina szybko potrząsnęła głową i odgoniła te bezbożne myśli. Przecież dzięki Joannie dostaje praktycznie drugą emeryturę! Za co ona by leki kupiła, gdyby nagle została tylko z tą żałosną pensyjką… Nie, nie, będzie dbać o starowinkę i nie komentować jej zachowań, nawet pijactwa na miarę całego baru rozwrzeszczanych facetów po 40-tce.

 

Anna Toczeń, patolog współpracujący w sprawie

Prokurator Roczewski… czy Komisarz Byś… – pociągnęła pędzelkiem po paznokciu. – Pięknie. Jeszcze tylko fryzjer i będziesz wyglądać lepiej niż za życia  – pomyślała Anna, przykrywając denatkę płachtą.

Koniec przerwy. Dobija dwunasta. Zaraz tu będzie Komisarz, więc trzeba rozpocząć sekcję. Podeszła do właściwego ciała, po kilku prostych, ale silnych nacięciach, miała szansę dokładniej ocenić wnętrzności ofiary. Kurwa, no i znowu się spóźnia, zawsze to samo z tymi chłopami –  widziała na zegarku mijające minuty. Dobrze, że ma dużo roboty z tym trupem. Rzadko się trafiają jednostki, których zewnętrze jest równie interesujące co wnętrze. Taka sprawa to raz na kilka lat. Może jak ją rozwiążą, to ktoś wspomni jej nazwisko w telewizji. Byłoby miło.

Wreszcie usłyszała dzwonek do wewnętrznej części prosektorium. Wszedł On, zwycięzca plebiscytu. Mimo, że ma parę nadprogramowych kilogramów, to na jego wysokiej i obojętnej sylwetce lepiej się rozkładają. Gość bąknął naprędce jakieś przeprosiny, ale to jego żałosne spojrzenie wzbudziło taką litość w Annie, że odpuściła sobie prawienie morałów o punktualności. Świat okazał się piękny, gdy wręczył jej malutką buteleczkę z ładnym lakierem do paznokci. Zanim zdała sobie sprawę, że to prawdopodobne nawiązanie do jej małego fetyszu, który robi się coraz bardziej znany w kręgach policyjnych, obróciła flakonik w dłoniach. Nie zerwał ceny. Jakie to typowe…

 

Anka, żona Roberta – przyjaciela Komisarza Bysia

Zamiast być ze swoją żoną, która potrzebuje go, jak nigdy wcześniej, idiota przychodzi do kumpla. Nie mam siły do tych facetów. – pomyślała Anka, proponując komisarzowi herbatę.  Zezłoszczona, ale z niewzruszonym uśmiechem na twarzy wróciła na kanapę. Chwyciła w dłonie książkę. Udając, że czyta, rozważała za i przeciw namawiania Alicji do porzucenia męża.  Wiedziała, że to nie jest w porządku wobec przyjaciółki, więc postanowiła zadziałać. Przywołała Bysia matczynym tonem.

– Między Wami w porządku?

– U nas wszystko gra. Chyba, że Alicja powiedziała ci inaczej.

Oczywiście nie miał pojęcia, jak porzucona i niedoceniona czuje się jego żona. Zwłaszcza w tym momencie swojego życia. Gdy zaczął się usprawiedliwiać, Anka spróbowała zagrać męską dumą.

– Wiesz jak jest. Mam dużo pracy.

– Robert też, ale jakoś znajduje dla mnie czas.

Kiedy już prawie miała go na widelcu, jej mąż wezwał Komisarza wyjątkowo piskliwym głosem. Praca…

– Chyba go wkurzyłeś. Idź, praca czeka. – Powiedziała, chwytając za jego szklankę, patrząc na niego z drwiącym spojrzeniem. Jeśli odechce mu się teraz żyć, to dobrze… Zasługuje na to…


Tak MOGŁYBY wyglądać rozmowy bohaterów, którzy przewijają się w książce Szczygielskiego. Powyższa twórczość NIE JEST jednak fragmentem książki, a jedynie tekstem ukazującym wydarzenia z perspektywy postronnych, epizodycznych bohaterów, do którego napisania zainspirowała mnie atmosfera Aorty i zabiegi liryczne w niej zastosowane. Jeśli masz ochotę sprawdzić, czy dobrze mi poszło… Cóż… będziesz musiał przeczytać powieść. A ja chętnie Ci to umożliwię!

Zachęcam Cię do podobnej zabawy z tekstem! Napisz krótki dialog/opis sytuacji, która mogłaby wydarzyć się w świecie stworzonym przez Szczygielskiego w Aorcie. 3 osoby, które najlepiej wykonają powyższe zadanie, otrzymają od nas egzemplarz książki. Masz czas do 4.11. do 23:59. Powodzenia! 🙂