Wyzwól z siebie wewnętrznego tyrana

Zabiłam to niemowlę. Nie dlatego, że odnajduję przyjemność w byciu dzieciobójczynią, ale dlatego, że nie chciałam zostać uznana za zdrajczynię Hegemona. Czasami lubię też uraczyć przeciwników deszczem żrącej krwi poległych. Takie jest Tyranny. Witaj w świecie, gdzie twoja moralność zostanie poddana testom.

To nie jest kolejny cRPG o tym, jak ocalić świat.

Tuż po premierze podniosły się głosy, że gra jest erpegiem dla SS-manów. No pięknie – pomyślałam – koło takiej gry już nie przejdę obojętnie. Chciałam podziękować internaucie od komentarza z SS-manami. Dzięki niemu zagłębiłam się w świat pełen wypruwaczy trzewi i innych tego typu pieszczotliwie nazwanych broni. Ale wróćmy do tego, co najważniejsze – do zła.

Głównym źródłem zła jest hegemon Kyros. Kyros żyje już ponad 400 lat i postanowił podporządkować sobie cały świat. Los tysięcy istnień spoczywa teraz w rękach naszego bohatera – Stanowiciela. Stanowiciel jest oficerem Kyrosa i posłusznie wykonuje jego polecenia.

Naszym głównym zadaniem jest zbadanie konfliktu pomiędzy dwoma armiami Kyrosa. W jego kraju toczy się bowiem wojna domowa, a na czele walczących armii stoją charakterni Archonci. Pierwszy z Archontów dowodzi Szkarłatnym Chórem, drugi zaś – Wzgardzonymi. Ich wzajemną nienawiść można przyrównać tylko do mojej nienawiści do matematyczki z Gimnazjum (a co mi tam – do tej z Liceum też).

Stanowiciel (to jest my) dostaje zadanie zbadania, z czyjej winy doszło do konfliktu.  I tu zaczyna się najlepsze, bowiem to jak pokierujemy rozmowami i poczynaniami, zaprowadzi nas do jednego z czterech zakończeń gry. Ale zakończenia nie doczekamy się tak szybko. Główne zadania wymagać będą od nas 40 godzin zabawy. Jeśli zapragniemy wykonywać misje poboczne, czas ten wydłuży się o dodatkowych 10 godzin.

To, jak skończy się gra, zależy od naszych decyzji.

Złe złego początki

Zanim zaczniemy grę, jesteśmy standardowo przeprowadzani przez proces tworzenia postaci. Także lecimy: czy będziemy grać kobitką czy jednak samcem… o przepraszam – mężczyzną. Jak będziemy wyglądać, jakie są nasze podstawowe moce, talenty… Ciekawą nowością jest – mający miejsce po konfigurowaniu postaci – etap Podboju.

Podbój to element w grze, który możemy pomiąć, jednak  polecam go przejść, gdyż choć stanowi jedynie preludium gry, sam w sobie dostarcza niezłej rozrywki. W Podboju podejmujemy decyzje dotyczące przeszłości naszego bohatera – to jak zachowywał się podczas inwazji Kyrosa. Decyzje, które tu podejmiemy rzutować będą na odbieranie naszej postaci przez różne ugrupowania w dalszej części gry – czy będą nam przychylne, czy też zechcą nas rozpłatać siekierą. Nawiasem mówiąc, ja tak narozrabiałam w jednym z miast, że już mnie więcej tam nie wpuścili – ikona miasta zrobiła się szara. Chamstwo.

Oj tam od razu zraziłam. To, że wymordowałam pół miasta to jeszcze nie powód, żeby strzelać focha.

Rozwój postaci

Grać w Tyranny możemy na kilku poziomach trudności. Mamy tu też opcje Tryb Eksperta i Próba Żelaza – więc jakby komuś było za łatwo, to można rozważyć te opcje, gdzie po śmierci naszego bohatera musimy grać od początku (wersja dla bezrobotnych, mających za dużo czasu).

Najprostszym trybem, gdzie właściwie nie musimy się gimnastykować, jest tryb fabularny. Nie ma tu większej potrzeby, aby skupiać się na rozwijaniu swoich postaci w konkretnych kierunkach celem uczynienia jej jak najlepszym wojownikiem. Na wyższych poziomach trudności jest jednak przy czym główkować. Dopasowujemy więc najlepszy sprzęt, który albo znaleźliśmy, albo kupiliśmy, albo zdarliśmy z gościa, którego przed sekundą ubiliśmy. W zakładkach tyczących się naszej drużyny mamy Ekwipunek (zarządzamy tu na przykład uzbrojeniem), Talenty, Kartę Postaci (czyli skille jakie rozwijamy i ich poziom), Dziennik (aby wiedzieć, co należy zrobić w następnej kolejności), Tworzenie Zaklęć oraz Reputację (o mojej reputacji nie warto mówić).

Jak widać Szkarłatny Chór za mną nie przepada, ale płakać nie będę.

Jeszcze słowo o (nie)moralności

Kiedy przewrażliwione jednostki graczy grę demonizują, ja będę jej bronić. Nie, nie z powodu mojego wrodzonego zamiłowania do przebiegłości, wyrachowania i talentu do wyrządzania krzywd emocjonalnych, a z innego, błahego powodu. Tyranny jest W KOŃCU czymś innym. Gra pokazuje nam, że nie istnieje tylko dobro i zło. Jest jeszcze sto odcieni jednego i drugiego. Dodatkowo pozwala graczowi odkryć w sobie rzeczy, o które by siebie nie posądzał.

Na koniec tego akapitu wyjawię, że grę można przejść w sposób zgodny z ludzkim sumieniem. Jednak o wiele lepiej można bawić się, tak jak ja, wybebeszając każdego, który się pod nóż nawinie (demoniczny śmiech z tle).

This! Is! Spa… Tyranny!

Tyrania od strony technicznej

Walki w Tyranny toczą się na zasadzie systemu aktywnej pauzy, co oznacza, że gdy dochodzi do walki, możemy sobie rozgrywkę zastopować i pomyśleć nad kolejnymi posunięciami naszego zespołu. Jednorazowo w naszej drużynie znajdować się mogą 4 postacie, co nie znaczy, że w zanadrzu nie ma kolejnych bohaterów. Możemy ich bowiem wymieniać, gdy jeden z nich nam się już opatrzy.

Dobrze też jest używać w bijatykach zdolności zespołowych. Walcząc w komitywie kilku postaci szybciej pozbędziemy się przeciwników. Ale prócz lania się po mordach, możemy się też zakradać na przykład do obozowiska wrogów i ich infiltrować (zostanę przy laniu po mordach).

Tło fabularne bohaterów, jak i sama historia jest mocno dopracowana. Nasi kompani oraz wrogowie mają zawsze coś ciekawego do powiedzenia o sobie i o aktualnych wydarzeniach. Chwilami można też odnieść wrażenie, że czytamy niezwykłą powieść, gdyż czytania jest naprawdę dużo. Ale jest to zdecydowanie zaletą gry – fabuła jest niezwykle interesująca.

Grafika nie jest czymś, o czym szeroko rozprawiają fani erpegów. Jak już pisałam – w erpegach ma być dobra fabuła. W Tyranny grafika nie zwaliła mnie z nóg, choć mapy (tła) jako całokształt są solidnie dopracowane. Bardziej chyba niż sami bohaterowie. Gra zyskuje jednak graficznie w ekranach ładowania oraz przerywnikach filmowych, gdzie spotkamy grafiki o niebywałym charakterze.

Początkowo grafiki mi po prostu nie podeszły. Z czasem uznałam je za małe dzieła sztuki

Muzyka jest taka, jak być w takiej pozycji powinna – stanowcza, niepokojąca i ma mocne uderzenie. Soundtrack liczy 18 utworów, a jednak podczas scen walk przewija się tylko jeden z nich, który w końcu się nudzi. Grając żeńską postacią dopatrzyłam się także pomniejszych błędów w polonizacji, polegających na niedopasowaniu płci bohatera. Niejednokrotnie odnoszono się do mnie jako do mężczyzny.

Studio Obsidian Entertainment, które obdarowało nas grą Tyranny, ma na swoim koncie produkcję znaną chyba wszystkim fanom erpegów – Pillars of Eternity. W oczekiwaniu na drugą część PoE (2018 rok) do rąk graczy oddane zostało właśnie Tyranny. Produkcja miała umilić fanom oczekiwanie na PoE 2. Czy plan został wykonany? Odpowiedzią niech będzie choćby ocena z najpopularniejszego serwisu agregującego – Metacritic. Recenzenci dali grze aż 82 punkty – a ja podpisuję się pod tą oceną oboma toporami.