For Honor – bo w honorze siła!

Z moich wieloletnich obserwacji przeprowadzanych wśród gatunku homo sapiens wynika, że męska część tego gatunku lubuje się w szczególności w dwóch czynnościach: w mordobiciu i w rozmowach (przynajmniej na wczesnym etapie) ze złotowłosymi. Najszczęśliwszym jest więc ten, co i ma komu zadek złoić, i złotowłosą przy boku posiada.

W naszym (ponoć) cywilizowanym świecie, mordobicie wiąże się jednak z szeregiem konsekwencji. Nie można już tak jak kiedyś komuś klepnąć, żeby nie przyczepił się prokurator. Dlatego w tych czasach klepiemy już tylko w grach (przynajmniej za dnia), gdy wrodzony zew podpowiada, że od czasu do czasu trzeba by komuś złoić skórę. Nadchodzi jedna z najlepszych ku temu możliwości – gra pod tytułem For Honor!


Bądź kim chcesz

Nie ważne, że w normalnym życiu jesteś niski, chudy i nikt (a zwłaszcza sąsiedzi) Cię nie lubi. Nie ważne, że jesteś prezesem firmy (i tym bardziej nikt Cię nie lubi). Nie ważne, ile masz w bicu i ile bierzesz na klatę. W For Honor możesz być wyjątkowo szybkim i zwinnym samurajem wyposażonym w śmiercionośną katanę, możesz być odważnym wikingiem dzierżącym w pewnych dłoniach topór albo… albo możesz być rycerzem. Rycerzy nie trzeba przedstawiać. Jaki rycerz jest, każdy widzi (zresztą, kto chciałby grać rycerzem, mając do dyspozycji samuraja i wikinga).

 

Czy For Honor jest wyjątkowe i dlaczego tak

Czy jesteś już znudzony grami obfitującymi w smoki, magię, druidów, krasnoludy i wróżki, a Legolas pojawia się w Twoich najgorszych koszmarach? A może masz już dość biegania jako John Price wymachując AK-47 i podkładając miny przeciwpancerne gdzie się da? W For Honor nie ma miejsca na tego typu rzeczy (egzoszkieletów i laserów też nie będzie, bez obaw). For Honor zabierze nas w realistyczny świat przypominający średniowiecze, gdzie panuje zasada: zabij, by nie zostać zabitym. Jeśli należałoby użyć kilku słów, by opisać ten tytuł, byłyby to: wyjątkowy realizm, wyjątkowa brutalność i wyjątkowo dużo mieczy.

 

Nie samym multi gra cieszy

Nie ma co ukrywać – twórcy traktują swoje dzieło przede wszystkim jako sieciową grę akcji z widokiem z perspektywy trzeciej osoby (ze szczególnym naciskiem na słowo SIECIOWĄ). Nie oznacza to jednak, że Ubisoft zaniedbał stronę rozgrywki dla pojedynczego gracza. Możecie mi nie wierzyć, ale niektórzy kupują takie gry dla samego single playera (na przykład ja, bo spaliłabym się ze wstydu za brak moich umiejętności z pierwszą już chwilą pojawienia się w świecie multi).

Warto zaznajomić się z historią trwającego od tysiącleci konfliktu między trzema frakcjami wojowników. Poza tym warto przejść kampanię choćby po to, aby przyzwyczaić się do sterowania i mechaniki gry, która oferuje coś innego niż standardowe gry akcji. Spójrzmy choćby na zadawanie ciosów: nie wystarczy tu wciskać lewego klawisza myszy aby ubić dziada. Trzeba jeszcze ukierunkować swój atak, gdyż przeciwnik przyjmuje różne blokujące pozy. Takie właśnie zabiegi czynią grę realistyczną i będącą dla odmiany wyzwaniem, a nie tylko prostą rozrywką.

Przestrzegam, żeby nie było – w tej grze trzeba używać też mózgu, nie jedynie palców leżących na klawiaturze. Wszystko ma wpływ na to, czy odniesiesz zwycięstwo. Trzeba pilnować, aby odpowiednio trzymać gardę, zwracać uwagę na każdy cios, czy aby na pewno tym razem zaryzykować atakiem, czy po prostu zbić atak i grać na czas.

 

For Honor, for victory!

W grze nie ma mowy o monotonii. Niezależnie od tego, czy będziemy grać w trybie jednego czy wielu graczy. Sześć trybów rozgrywki, odrębne lokacyjnie misje, wędrówka bohaterów połączona z zabijaniem przeciwników, ale i również z wykonywaniem innych, zróżnicowanych celów. Napotkane znajdźki usprawniające naszą drużynę i rozwijające bohatera, a nawet pościgi z wykorzystaniem zwierząt parzystokopytnych (koni, jeśli miałby kto wątpliwości). Jeśli jesteś graczem niedzielnym, to zapewne nieźle nagimnastykujesz się, zanim przestaniesz być zabijany z częstotliwością mniejszą niż 10 razy na minutę. Gra oferuje na szczęście kilka poziomów trudności, ale – jak można było się przekonać już w alphie oraz becie – nawet najniższy poziom do najprostszych nie należy. Także – tylko dla twardzieli. Póki co, gracze chwalą też newralgiczny dla produkcji Ubisoftu punkt, jakim jest optymalizacja. Tutaj naprawdę nie trzeba blaszanego potwora pod biurkiem, aby pograć na ustawieniach ultra.

Zamknięta alfa For Honor wystartowała 15 września 2016 i od tamtego momentu w Internecie wyśpiewywane są peany pochwalne na temat gry. Nie trudno to zrozumieć, bo For Honor to coś innowacyjnego nie tylko pod względem fabuły, ale przede wszystkim mechaniki. Doskonale widać, jak wiele pieczołowitości włożono w produkcję samych choćby cutscenek oraz filmików reklamowych. O wysokim poziomie grafiki oraz udźwiękowienia pisać już nie będę zgodnie z zasadą, że o rzeczach oczywistych się nie mówi.

Od siebie polecam więc sprawić sobie prezent pod postacią gry For Honor. Zapewniam, że kupowanie prezentów sobie samemu nie jest skazą na honorze wojownika. 😉