Nie tylko marsz na Moskwę. Autor Polskiego Imperium o polskiej historii.

W drugiej edycji gry Kozacy 3: Odsiecz Wiedeńska – prócz podstawki, dodatku Dni Świetności i plakatu – znalazł się fragment książki Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą, która ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Mieliśmy przyjemność porozmawiać z jej autorem, historykiem dr Michaelem Morysem-Twarowskim, który z brawurą i ze swadą opisuje czasy, gdy Polska była supermocarstwem. Do kogo kierował swoją książkę? Co czyta, gdy nie pisze o historii? W czym dostrzega przyczynę sukcesu Polaków w XVII wieku, a w czym powód ich późniejszej klęski?

Natalia Mieszczanin: Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą to rozprawa z historią Polski, jednak już na pierwszy rzut oka widać, że nie jest to typowe opracowanie historyczne. Dla kogo jest ta książka? Kim jest Pański „czytelnik idealny”?

Michael Morys-Twarowski: Zabrzmi to trochę banalnie: każdy, kto ma ochotę przeczytać o przeszłości. Polskie imperium trafiło na półki osób, dla których było pierwszą przeczytaną książką historyczną, ale też do bibliotek profesorów. I właśnie o to mi chodziło. Trudno oceniać własną książkę, tym bardziej debiut – cieszą mnie pochwały, do krytyki podchodzę z dużą pokorą i wiem, że są rzeczy, które mógłbym zrobić lepiej. Chciałem napisać dobrą książkę historyczną, a dobra książka historyczna musi z jednej strony być oparta na szerokiej kwerendzie, z drugiej powinna być ujęta w atrakcyjną formę. Trochę jak w filmie – nawet jeżeli mamy ciekawą historię, ale okrasimy ją kiepskimi dialogami, źle rozłożymy punkt zwrotne i obciążymy niepotrzebnymi wątkami pobocznymi, to nikt nie zechce tego obejrzeć.

 

NM: W swojej książce często nawiązuje Pan do tekstów popkultury. Czy to efekt Pańskich osobistych fascynacji, czy raczej sposób na zdobycie zainteresowania współczesnego odbiorcy? A może jedno i drugie?

MMT: Nic z tych rzeczy, że koniecznie trzeba rzucić cytat z Psów Pasikowskiego, napomknąć o Drużynie A czy mrugnąć do fanów Monty Pythona, aby przyciągnąć dzisiejszego konsumenta kultury.

W książkach historycznych często pada wyświechtana fraza, że to świetny materiał na scenariusz filmowy. Pisząc kolejne rozdziały zastanawiałem się, jaki film z tego mógłby powstać, w jakiej stylistyce, w czyjej reżyserii, kto zagrałby główną rolę. Dzięki temu historie i postacie sprzed kilku stuleci stawały się dla mnie bliższe, bardziej przemawiały do wyobraźni – i mam nadzieję, że także dla Czytelników.

 

NM: W Internecie i prasie można spotkać się z głosami, że wyolbrzymił Pan nieco zasługi naszych przodków i że Wielka Polska nie do końca mogła graniczyć z kim chciała. Jak Pan odnosi się do tych zarzutów?

MMT: Z tym sloganem to pewien skrót myślowy, bo trudno wyobrazić sobie Rzeczpospolitą graniczącą z Indiami czy z Etiopią. Dawna Polska miała niesamowity rozmach geograficzny i chodziło o przedstawienie tego zgodnie ze źródłami i najnowszym stanem badań. O zdobyciu Moskwy większość z nas słyszała, ale o polskich wojskach wkraczających do Bukaresztu, o dwunastu Polakach, którzy przejęli kontrolę nad Sztokholmem, czy o fakcie, że Turcy nie atakowali włoskiego Bari, bo należało do polskiej królowej, nie mówi się na lekcjach historii. Nawet na studiach historycznych specjalnie się nie zwraca na to uwagi.

 

NM: Jak Pan myśli, dlaczego tak jest, że pomija się te tematy na zajęciach z historii? Przecież to powody do dumy!

MMT: Nawet więcej, nie dość, że łechcą narodową dumę, to jeszcze są świetnym punktem wyjścia do zastanowienia się, dlaczego Rzeczpospolita odnosiła takie sukcesy. Tymczasem większość polskich historyków przy opisywaniu ojczystych dziejów nie potrafi wyjść ze schematów wypracowanych przez pokolenia badaczy.

źródło: polskie radio

 

NM: Spróbujmy zatem przybliżyć choć naszym czytelnikom obraz tego ogromnego, wielokulturowego mocarstwa, jakim Rzeczpospolita była w XVII wieku. Co takiego mieli wtedy w sobie Polacy?

MMT: Szlachta miała świadomość, że żyje w najwspanialszym państwie na świecie. Dla przedstawicieli tego stanu nie było lepszego kraju niż Rzeczpospolita – i gotowi byli wykładać pieniądze albo przelewać krew za swoją ojczyznę. Jeżeli dodać do tego mądrych polityków i wybitnych dowódców, otrzymujemy niesamowitą mieszankę. Poza tym ustrój Rzeczypospolitej przez długi czas kusił szlachtę z sąsiednich terenów, niezależnie od języka czy wyznania.

Myślę, że momentem zwrotnym była połowa XVII wieku. Wcześniej, nieco upraszczając, wojny toczyły się na terenach pogranicznych. Wtedy nałożyły się na siebie kozacka rebelia, wojna z Rosją i potop szwedzki. Niemal cała Rzeczpospolita została zniszczona. Wprawdzie wrogów udało się wypędzić, lecz straty były ogromne. Katastrofa ekonomiczna to nie wszystko. Sądzę, że równie ważna była powojenna trauma. Lepiej zrezygnować z aktywnej polityki międzynarodowej, otrzymując w zamian spokojne życie. Jednak, jak pokazało kolejne stulecie, tak to nie działało.

 

NM: Czy to właśnie dlatego obejmujące niemal 1 mln km2 mocarstwo nagle zupełnie zniknęło z mapy? Los Rzeczpospolitej odwrócił się o 180 stopni?

MMT: Wszystkie opisane w książce ziemie Rzeczpospolita utraciła najpóźniej w 1795 roku, żadna z nich nie znalazła się w granicach Drugiej Rzeczypospolitej. Dlatego jest to też w pewien sposób słodko-gorzka historia, bo każdą z tych ziem daliśmy sobie wyrwać.

Lista przyczyn upadku Rzeczpospolitej jest długa, ale zwrócę uwagę na dwie, może niezbyt tkwiące w naszej świadomości.

Po pierwsze, klęska Turcji pod koniec XVII wieku. Osmanowie byli wtedy zagrożeniem dla Polski, ale jednocześnie stanowili zawór bezpieczeństwa, absorbując monarchię Habsburgów i Rosję. Kiedy silnej Turcji zabrakło, Wiedeń i Moskwa stały się dla Rzeczpospolitej śmiertelnie niebezpieczne. Uświadomiono sobie to zbyt późno. Warto pamiętać, że w polityce międzynarodowej nie ma wdzięczności ani lojalności, wszystkie umowy i traktaty zawsze obowiązują do czasu, a sojuszników należy zmieniać, kiedy się to opłaca.

Po drugie, szlachta pozwoliła obcym państwom trzy razy z rzędu narzucić sobie króla. W 1697 roku większość wybrała przecież księcia Conti, a nie Augusta II Mocnego, w 1733 roku Stanisława Leszczyńskiego, a nie Augusta III, a wybór Stanisława Augusta Poniatowskiego w 1764 roku odbył się w cieniu rosyjskich bagnetów.

 

NM: Ale przecież ktoś musiał ich popierać?

MMT: Tak, obaj Augustowie mieli swoich zwolenników. Niestety, ważniejsza dla nich była obrona ich kandydata niż obrona idei wolnej elekcji i uszanowanie woli większości. Zacietrzewiając się w wewnętrznych sporach, nawet nie zauważyli, że zaczęli tracić własne państwo.

 

NM: To dlatego mawia się, że chcąc zniszczyć Polaków, trzeba dać im rządzić?

MMT: W polityce niemal zawsze opłaca się podtrzymywać i eskalować wewnętrzne spory wśród sąsiadów. Zdarzało się, że Polacy byli w ten sposób rozgrywani przez obce mocarstwa, ale działało to też w drugą stronę. Nie szukając daleko przykładu, wojska Rzeczypospolitej mogły wejść do Moskwy przede wszystkim dlatego, że sprytnie rozegrano spór o carską koronę między Wasylem Szujskim a Dymitrem Samozwańcem II.

 

NM: Dotyczący tego rozdział Pańskiej książki – Polski marsz na Moskwę ukazał się jako jeden z dodatków do gry Kozacy 3: Odsiecz Wiedeńska. Grał Pan w Kozaków zanim zgodził się Pan na to połączenie?

MMT: Słyszałem dobre opinie od znajomych, sam wcześniej nie grałem w Kozaków. Jestem dość specyficznym graczem, bo przede wszystkim gram w gry, które pamiętam z czasów Amigi 500, głównie w Sensible Soccer.

 

NM: Skoro znamy już Pańskie preferencje jako gracza, proszę jeszcze powiedzieć, co Pan lubi czytać, kiedy nie czyta Pan ani nie pisze o historii?

MMT: W tym roku z dobrych książek czytałem Marsjański poślizg w czasie Philipa K. Dicka, Trainspotting Irvine’a Welsha i Kocią kołyskę Vonneguta. Regularnie wracam do moich ulubieńców jeszcze z czasów licealnych, czyli Marka Hłaski i Miki Waltariego.

 

NM: Serdecznie dziękuję za rozmowę.


DR MICHAEL MORYS-TWAROWSKI
Absolwent prawa i amerykanistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego, na tej samej uczelni obronił doktorat z historii. Współautor 3 monografii i kilkudziesięciu publikacji naukowych, poświęconych głównie historii Śląska Cieszyńskiego. W lutym 2016 ukazała się jego najnowsza książka pod tytułem Polskie Imperium. Stały współpracownik Polskiego Słownika Biograficznego. Publikuje m.in. w Focusie Historia.